Ośrodek Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego
     OBN
     biblioteka
     wydawnictwa
     nowości wydawnicze
     kwartalnik naukowy
 Komunikaty Mazursko-Warminskie
     badania naukowe
     aktualności
     sprawozdania
     pracownicy
     Towarzystwo Naukowe
     im. Wojciecha Ketrzynskiego
     Biuletyn Obwód Kaliningradzki
     Centrum Badań Wschodnich
     Nagroda im. W. Kętrzyńskiego
     Pracownia Kopernikańska
     Katalog on-line
     galeria
     sesje
     Ogłoszenia, konkursy
     kontakt
     archiwum  aktualności
O
Władysław Ogrodziński
 
Ta chwila olśnienia
(60 lat publicystyki o Warmii i Mazurach)

 
Olsztyn 2006, wyd. I, B-5, oprawa karton, ss. 187
 
Cena książki to: 25.00 zł netto / 26.25 zł brutto;
 
Stan w magazynie: dostępne
 
Tylna okładka
 

WSTĘP
Tak, kraj to mały tyle, co zatrzyma przechodzącego podeszwa olbrzyma. Szkoda, że temat trafił na kogoś posklejanego już przez życie z okruchów doświadczenia. Godzien był pierwszej, wielkiej miłości.
Istotnie kraj to mały, ale stąd porwał się człowiek na tajemnicę sfer niebie­skich, dzieło dla mędrca i poety pióra. Tyle, że odstręczający; gotów przykuć nie daj Boże, na całe życie do łańcucha losów.
Mozoliłem się nad tytułem niniejszego tomu. Sześćdziesiąt lat publicystyki mi­nęło, jak z bicza strzelił, dość by żenować człowieka, że posłuchał kamertonu stro­jącego na jeden ton. Mnie tego nie wstyd. Tylko co uchronić? Pióro powinno wska­zywać drogę tym którzy zechcą podążać. Nie bądźmy zbyt zarozumiali, skoro pod kuźnią nawet kozom coś się szalonego roi.
Z tytułem zaś było tak. Ukończyłem kiedyś osiemdziesiątkę, więc urządzono mi „jubel". Niby od punktu wyjścia licząc i jakimś cudem na zamku. Skąd się to mogło wziąć? Nic, tylko zagustowali w zwyczaju sadzania starego pryka; zacny Boy wiedziałby jakim słówkiem trafić w sedno. W Krakowie nie takich tykał. No i za­pamiętałem jak taka męska pieszczota paskudnie rozstraja. Siedząc pod kryszta­łowymi sklepieniami sali zamkowej, zastanawiałem się: co ty tu właściwie robisz ze swą powszedniością? I od czego się to się mogło zacząć?
- Już nie pamiętasz jak cię kiedyś — mówiąc po naszemu — zatchnęło? Nie udawaj. 11 sierpnia 1946 roku. Na ulicy Zamkowej. Pod nogami kocie łby, a nad nimi czerwony mur, i wprost pod dachem cudo średniowiecznych hurdycji. Histo­ria zawarta w kongenialnym skrócie.
Mija sześćdziesiąt lat od chwili, kiedy po drodze z zachodniego dworca, pod­niosłem oczy aż pod dach zamkowy na średniowieczne hurdycje! Cóż zaskoczenie i ta chwila niemego olśnienia: „jak dobrze by było nie ruszyć się stąd i wziąć się do jakiejś roboty".
Potem było zwyczajnie. Jak u Boya. Plecy ugięły się pod ciężarem plecaka i przyplątało się mnóstwo zajęć, przysypały chwilę zauroczenia... Pozostało para­nie się piórem. A więc jednak: Ta chwila olśnienia. Nieco inaczej niż podług recep­ty Boya. Olśnienie było i musiało coś znaczyć.
Moje pisarskie curriculum vitae otworzyła Ziemia odnalezionych przeznaczeń (1946-1947). Zauważona przez krytykę, szwankowała jakoś ideolo, z bibliotek więc powędrowała na przemiał. Ale nie z własnego natchnienia zaprzestałem jej kontynuacji. Polityka? — niewątpliwie. Głównie jednak niedosyt wiedzy, jaką na­leżało posiąść. Tak to bywa, jeśli zajrzy się niebacznie pod podeszwę przechodzą­cego olbrzyma. Trzeba było przebyć szczególnie trudny dla debiutanta próg lat czterdziestych i pięćdziesiątych — jak głoszono — budowy socjalizmu. Ideologom do położenia fundamentów niezbędny był gruz czyjegoś wczoraj. Lepiej było za­milknąć i wziąć się do samouctwa.
Dopiero po przeniesieniu się do Olsztyna udało mi się ogłosić odkurzony tom esejów W cieniu samotnych wież (1962), a następnie uaktualnione wydanie Ziemi odnalezionych przeznaczeń (1979). Ziemia miała zdążyć na 30-lecie swego ukaza­nia się, ale mimo retuszy utknęła na dłużej w cenzurze. Jak grzeszne bywało kie­dyś pisanie, może poświadczyć Piękna nieznajoma, która na druk czekała do